Wicemarszałek Dolnego Śląska Michał Rado mówi nam o możliwości uruchomienia przyspieszonych pociągów regionalnych z Wrocławia do Katowic przez Opole a także pokazuje swój punkt widzenia na potencjalne powierzenie przewozów bez przetargu Kolejom Dolnośląskim.
Dolny Śląsk się nie zatrzymuje i poza planami i fizyczną rewitalizacją kolejnych linii kolejowych w regionie samorząd rozwija też liczbę połączeń na już istniejących kierunkach i odcinkach - zarówno na terenie swojego województwa jak i poza nim. Niedawno informowaliśmy na naszych łamach o planach
odnośnie styku z województwem wielkopolskim a także województwem lubuskim i
planach na uruchomienie bezpośrednich pociągów do Cottbus.
To jednak nie wszystko, bowiem samorząd chciałby też poprawić ofertę na styku z województwem opolskim a także dalej rozwijać autobusowe połączenia dowozowe. O tym wszystkim rozmawiamy z wicemarszałkiem regionu nadzorującym kwestie kolejowe, Michałem Rado.
Jakub Rosler, Rynek Kolejowy: Zacznijmy od tematu połączeń w kierunku województwa opolskiego - czy Koleje Dolnośląskie w końcu dojadą do Opola?
Michał Rado, wicemarszałek województwa dolnośląskiego: Zacznę od tego, że niesamowicie patrzyło się na to, co zrobili mieszkańcy Namysłowa w chwili, gdy do ich miejscowości wjechał pierwszy pociąg Kolei Dolnośląskich. Na peronie nowoczesnego Elfa przywitał burmistrz, mieszkańcy i media.
Ale to się klaruje w chwili, gdy spojrzymy na liczby: między stolicą a trzecim największym miastem na Dolnym Śląsku, czyli Legnicą, jeździ obecnie 38 par pociągów regionalnych. Na Śląsku, z Katowic do Częstochowy? 25 par. A pomiędzy, w województwie opolskim, między Opolem a Nysą - 10 par.
Dlatego rozmawiamy. Podróżnych nie interesuje granica województw - widzą, co się dzieje niedaleko od nich i chcą to mieć u siebie: mają do tego pełne prawo. A obecnie w województwie opolskim oferta kolejowo znacząco odbiega od tego, co dzieje się na wschód i zachód od Opola.
Jestem przekonany, że wkrótce dostrzegą to także włodarze województwa opolskiego. Bo i KD i KŚ są w stanie zaoferować o wiele wiele większą jakość, realizując przewozy po znacząco niższych stawkach.
O jakiej ofercie rozmawiacie więc z województwem opolskim?
Podczas spotkań pokazujemy możliwe korzyści ze współpracy i jesteśmy otwarci na rozszerzanie oferty łącząc kolejne miasta do sieci - podobne zalety przedstawia Marszałek Województwa Śląskiego. Już dzisiaj możemy sobie wyobrazić nową ofertę połączeń regionalnych ekspresowych, łączących nasze trzy regiony, w relacjach gdzie połączenia dalekobieżne nie zaspokajają popytu wśród pasażerów.
Z rozwojem oferty nierozerwalnie związany jest także wątek przetargu na przewozy w regionie na kolejne lata. W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o potencjalnej możliwości powierzania przewozów kolejowych w regionach własnym spółkom - czy Dolny Śląsk również chciałby iść tą drogą?
Mamy przewoźnika, który od wielu lat samodzielnie inwestuje w tabor, sam go utrzymuje i naprawia. Takie rozwiązanie umożliwia realizację przewozów przy najniższej stawce rekompensaty w Polsce
Z punktu widzenia samorządów województw, które zainwestowały mnóstwo sił i środków we własne spółki przewozowe najkorzystniejszym wydaje się model mieszany. Przy skali przewozów w naszym województwie, kluczem do efektywności ekonomicznej jest skuteczne wykorzystywanie zasobów, a to doskonale nam wychodzi przy modelu bezpośredniego powierzenia, więc niezrozumiałe wydaje się całkowite pozbawienie nas tej możliwości. Otwarcie rynku wojewódzkich przewozów pasażerskich może mieć natomiast kluczowe znaczenie dla poprawy jakości i efektywności ekonomicznej realizacji przewozów w mniejszych województwach, zlecających kilkukrotnie mniejszą pracę eksploatacyjną, czy też na połączeniach stycznych między województwami.
Warto zwrócić uwagę na inny aspekt, gdzie formuła przetargowa dość istotnie ograniczy możliwość dynamicznego reagowania na zmieniający się popyt. Uwzględniając czas na przeprowadzenie procedury przetargowej, mobilizację przewoźnika oraz czas, na który podpiszemy kontrakt, trzeba będzie umieć przewidywać przyszłość na co najmniej dekadę.
To tak, jakby w 2016 roku przewidywać potoki na linii kolejowej Legnica - Wrocław w 2026. Brzmi to z perspektywy czasu na zadanie niemożliwe, a właśnie przed takimi postawi nas zmiana zasad gry w tej materii.
Jako Dolny Śląsk rozwijacie autobusowe połączenia dowozowe - czy nadal chcecie to robić, a jeśli tak, to do jakich miast?
Patrzymy cały czas na potoki pasażerskie i muszę przyznać, że połączenie Kłodzko - Lądek-Zdrój - Stronie Śląskie pracuje kapitalnie. Ostatnio dla jednego kursu zamówiono dwa dodatkowe autobusy, a z połączenia w jedną stronę skorzystało prawie 200 osób. I to na jednym z czternastu połączeń w ciągu dnia!
Mamy też drugą stronę medalu: model przyjęty przez Dolny Śląsk, a więc realizacja połączeń autobusowych “za pociąg” ma swoje jasne korzyści: kupimy bilet z Sycowa czy Góry do Warszawy Centralnej - Dolnoślązacy czekający na powrót pociągów są już w kolejowej sieci. Z drugiej strony… Autobus KD jedzie z Sycowa do Oleśnicy i mija dwa licea i szkołę podstawową. Zatrzymuje się wyłącznie na stacji kolejowej.
Komercyjnie realizująca tę trasę firma zatrzyma się tam i wygeneruje potok do tych szkół. Ale KD nie ma takiej możliwości - przystanek Oleśnica jest jeden i jest przy dworcu. Dlatego autobusy w barwach Kolei Dolnośląskich do Sycowa czy Góry pracują dla dalszych relacji - głównie do Wrocławia. Ale nie pracują lokalnie tak, jak typowe linie komercyjne, czy autobusy organizowane przez spółki kolejowe znane z woj. łódzkiego czy małopolskiego.
Wiemy, że ta strategia spłaci się po latach szczególnie, gdy do tych miejscowości wróci fizycznie pociąg, to mieszkańcy już będą znali ofertę, przyzwyczajają się do nowych, lepszych możliwości podróżowania, więc to typowy przykład działania wyprzedzającego.
Każde z trzech województw, które wprowadziło autobusowe połączenia u siebie, zrobiło to na trzy różne sposoby. W woj. łódzkim podróżujemy bezpłatnie, ale nie widzimy tych połączeń w rozkładach kolejowych. W Małopolsce autobusy i pociągi jeżdżą wedle innych taryf i przesiadając się z autobusu do pociągu płacimy za dwa bilety. Ba, tak samo jest, gdy przesiadamy się z autobusu do autobusu. U nas zarówno wyszukiwarka połączeń jak i bilet jest jeden: Syców - Szklarska Poręba Górna czy Góra Śląska - Kłodzko, ale ma to też wady o których mówiłem.
Mnie cieszy, że transport publiczny trafił na transparenty polityczne w każdym zakamarku Polski i w ogóle się o nim rozmawia. Bo tylko tak można przeciwdziałać marginalizacji ośrodków regionalnych.